Będziemy mieli pierwszych gości! A gościa w zasadzie – Beżyk w ciągu 2 dni załatwił urlop i zabukował bilety na koniec listopada żeby nas odwiedzić. Bardzo się cieszymy i już wybieramy materac na którym będziemy go kłaść. Oprócz tego rodzice zaczęli się zapowiadać na Sylwestra, ale z tym jeszcze nic nie wiadomo co wyjdzie.
Tydzień w pracy dość ciężki, bo Jason wybył na tygodniowy urlop co drastycznie zwiększyło ilość codziennej pracy. Gosi chyba udało się znaleźć możliwą ciepłą posadkę jako opiekunka 10 miesięcznej dziewczynki. Była na pierwszej rozmowie w sobotę rano na tyle efektywnej, że została zaproszona na piątek na dłużej, żeby zapoznać się lepiej z przyszłą podopieczną. Nic pewnego jeszcze, więc nie zapeszaj!
Z tego powodu chyba nie będzie z nami grała wieczorem w bilarda na którym jak co tydzień udaliśmy się w parę osób po spotkaniu. W przyszłym tygodniu będą nawet dwie okazje żeby pograć, Mark zaprasza mnie na snookera i chyba skorzystam, będzie okazja zobaczyć jak to wygląda naprawdę a nie tylko w telewizji!
W zeszłym tygodniu pierwszy raz na własne oczy zobaczyłem jak wysoko podnosi się Tamiza podczas przypływów. Do tej pory tylko słyszeliśmy, że potrafi zalewać drogi, ale jakoś wydawało mi się to aż nieprawdopodobne po opowieściach Marka i Karolina. Zrewidowałem szybko swoje poglądy, kiedy podczas ostaniej próby powrotu do domu po pracy piechotą musiałem zawrócić, bo chodnik był zalany, a normalnie rzeka jest 3-4 metry poniżej tego poziomu. Naprawdę niesamowity widok…



