Author: kamil

  • Piernikowe Eksperymenta

    A jednak kupiła kurtkę, nie mogła przeboleć. Pojechała beze mnie i znalazła i od razu zadowolona się zrobiła.

    Tydzień minął na spotkaniach w pracy, mieliśmy kolejne śniadanie deweloperskie, parę wewnętrznych spotkań firmowych i imprezę świąteczną w piątek. Oprócz tego spędziliśmy go na poszukiwaniu prezentów, pakowaniu prezentów, pierwszych zakupach świątecznych (i pierwszej sztucznej choince w życiu). Oprócz normalnej pracy ostro też przygotowuje się do mojego egzaminu, został już mniej niż tydzień i BARDZO chcę go zdać.

    Gosia realizuje się w eksperymentach kuchennych, w piątek napiekła pierniczków które wyglądają i smakują naprawdę wspaniale. Większą część zapakowała do wysyłki, ale odgraża się że narobi więcej – patrząc po ilości lukru jaki jej został to chyba będziemy jedli pierniki do przyszłych świąt.pieeeeerniii

    W sobotę pożyczyliśmy od znajomych drugi materac dmuchany, jesteśmy chyba przygotowani pod względem spaniowym na wizytę rodziców i Miłosza. Teraz musimy tylko wynaleźć coś co będziemy robić przez ten tydzień, szczególnie że wziąłem sporo wolnego, żeby móc pobyć razem.

    W niedzielę w końcu wybraliśmy się do kościoła, znaleźliśmy nawet polską parafię z rozsądnym czasem dojazdu. Wysłaliśmy też kartki do wszystkich znajomych, kosztowały tyle co wielka paka którą wysyłamy do domu!

    W niedzielę też w końcu zapowiedział nam się Kuba na odwiedziny weekendowe. Przylatuje do nas z “koleżanką” już 9 stycznia :)

    Pozostała część niedzieli zeszła na rozpaczaniu Gosi, która zauważyła, że zgubiła oczko w swoim pierścionku zaręczynowym. Wygląda na to, że zahaczyła gdzieś ręką i jeden z uchwytów trzymających brylant wygiął się i całe oczko gdzieś wypadło. Żadnych ułamanych elementów nie widziałem, więc będziemy mogli dopasować nowy brylancik i naprawić pierścionek. Ale to już nie będzie to samo… i sentyment już nie ten… ehhh :-(

    Przyszły tydzień minie pod znakiem dalszej nauki, a także mojej pierwszej oceny kwartalnej w firmie. Planuję wykorzystać sytuację i naprawdę dobre opinie współpracowników o mnie i poprosić o podwyżkę – zobaczymy…

  • Trzymiesięcznica

    Nawet nie zauważyłem, a już minęły 3 miesiące naszego pobytu w Londynie – ależ też czas zapiernicza i jednocześnie błyskawicznie przybliża pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzone tylko z żoną. Gosia w sobotę zaciągnęła mnie jako tragarza (???) na zakupy, kupiła torebki i inne prezenty dla większej części rodziny i chyba znajomych – sobie nie kupiła kurtki co oznacza kolejną wyprawę do sklepów, ale chyba na szczęście tym razem beze mnie. Nie kupiła, bo mąż mnie zdenerwował swoją kwaśną a zarazem wielce znudzoną miną… i wyraźnie dawał do zrozumienia od początku wyjścia z domu, że najchętniej leniłby się w domu przeglądając interneta…. Oprócz tego planuje kupno choinki, kupuje świeczki i wygląda na to, że szał świąteczny jej nie ominie. Bo jak mam spędzać święta? bez choinki?? A świeczki to dodatkowa dekoracja do wieńca, co to w Mikołajki przybył w paczce od rodziców wraz z zapasem sera, kiełbas, majoneza, krokodylków, sękacza i orzechów dla wiewór :) oraz wielu innych dobroci jak i  bimbru – którym to Kamil zamierza uraczyć w piątek anglijskich towarzyszy z firmy na jakimś świąteczno-imprezowym spotkaniu piątkowym, na które to również zakupał świeczki :-P w ramach prezentu wylosowanej koleżance.

    W pracy spokojnie, po pracy trochę mniej. Zarejestrowałem się na egzamin na certyfikowanego developera Magento i spędzam teraz godziny na próbach przygotowania się – oby tylko się udało!

    Przyszły tydzień będzie strasznie zwariowany, patrząc na mój kalendarz z pracy codziennie mam coś zaplanowanego – oprócz normalnej roboty. Spotkania, a także mój pierwszy prowadzony trening/prezentacja. Oby szybko to wszystko się skończyło.

    Planowaniu uległ też mój czas wolny, okazało się, że już w tym roku przysługuje mi 7 dni wolnych – natychmiast wykorzystałem część na wigilię i sylwestra, prawdopodobnie wykorzystam resztę na czas pobytu rodziców u nas żeby móc na spokojnie coś pozwiedzać, a nie chodzić do roboty.

    A u mnie zaś kolejny niewypał pracowy, gdyż na czwartkowym spotkaniu w sprawie pracy jako niania okazało się, że babka zapomniała wspomnieć, że warunkiem otrzymania ciepłej posadki jest posiadanie auta i zmotoryzowane odbieranie 4-letniego dzieciaka ze szkoły, gdyż 15-to minutowy spacer do domu to zdecydowanie zbyt duży wysiłek po ciężkim dniu w przedszkolu…no cóż, bujam się bezrobotnie dalej i oczekuję jutro telefonu w sprawie kolejnej rozmowy o pracę z nadzieją, że może tym razem wypali, no bo kiedyś w końcu musi wypalić!

  • Wizyta Beżyka

    Stopy bolą oj bolą. Łącznie w weekend zrobiliśmy pewnie z 15 kilometrów… A wszystko przez Beżyka! Przyjechał Ci taki w piątek, odebrałem go z Blackfriars i po dotarciu do mieszkania rozpoczął alkoholizację z Gosią. W sobotę przeszliśmy 12 kilometrów. Od Waterloo, przez Big Bena, Orc’s Nest (świetny sklep z planszówkami!), Covent Garden, katedrę Św. Pawła, później długi spacerek na Tower Bridge, powrót przez Borough Market (ileż ludzi…), Shakespeare Globe i Millennium Bridge. Później metrem do Hyde Parku gdzie znowu niesamowicie zaskoczyła nas liczba ludzi. Tysiące dosłownie, tak dużo że policja i obsługa z megafonami pilnowała poruszania się na stacjach w metrze i na przejściach dla pieszych. Wyglądało na to, że większość tych ludzi chciała odwiedzić Winters Wonderland – ogromny park rozrywki który rozłożył się właśnie w Hyde Parku. Później już tylko po drodze po ciemku obejrzeliśmy pałac Buckingham i wróciliśmy do mieszkania gdzie rozpoczął się kolejny wieczór alkoholizacji i testowania nowych dodatków do Carcassonne i nowej gry – Listu Miłosnego.

    11130987_917983124919823_537785198_o

    11032317_917985861586216_33247027_o11148080_917984224919713_60141723_oNiedziela to powrót do centrum, jednak zgodnie uznaliśmy że jednak mniej chodzenia byśmy chcieli więc dokładnie obejrzeliśmy Natural History Museum (4 godzinki spaceru ;)).

    11101754_917982991586503_790344934_o

    Mateusz wyjeżdża jutro, Gosia ma zamiar odwieźć go do Blackfriars, żeby odzyskać kartę Oyster którą później wykorzystają rodzice jak przyjadą za miesiąc.

     

    11069679_917985794919556_1773069051_oW ciągu tygodnia zdążyłem zapomnieć o urodzinach Kuby i musiałem obiecać mu lunch jak przyjedzie nas odwiedzić, wcześniej zdążyłem zapomnieć o snookerze – normalnie skleroza mnie chya łapie…

    Przyszły tydzień zapowiada się chyba spokojniej, gości nie będzie, wypraw żadnych nie planujemy – robota tylko.

     

  • Chyba zapeszyłem…

    Chyba jednak zapeszyłem. Po piątkowej opiece, dowiedzeniu się wszelkich szczegółów i nie otrzymaniu zgody na wyższą płacę Gosia (z moim poparciem) zdecydowała się odrzucić propozycję pracy. Nic dziwnego w zasadzie przy sporej odpowiedzialności podawania 10-cio miesięcznemu dziecku leków, długim 11-sto godzinnym dniu pracy i pensji niższej od minimalnej. Nic złego się nie stało, cały przyszły tydzień Gosia opiekuje się Oskarem, a że w zeszłym tygodniu otrzymała swój świeży NIN będzie mogła na poważnie zacząć szukać pracy.

    Ja natomiast niezauważenie postarzałem się o kolejny rok, ale nic nie zmieniło się w mojej nieświadomości własnego wieku i musiałem chwilę się zastanowić kiedy w biurze spytali które to moje urodziny…

    Sobota minęła pod znakiem wyprawy do IKEI, trzeba było zaopatrzyć się w pościele, żeby Beżyk miał gdzie spać. Plus jakieś drobiazgi nie bardzo wiem jakie, które dziwnym trafem znalazły się w wózku jak Gosia przechodziła. I przyznaję zestaw narzędzi który ja zobaczyłem. Planowaliśmy spotkanie z Jasonem na wieczór i jakąś partyjkę Carcassonne, ale niestety coś mu wypadło i spotkanie odwołaliśmy. Natomiast CAŁĄ niedzielę padało. Dosłownie od nocy poprzedniego dnia, do nocy następnego dnia coś z nieba leciało… Nie ruszyliśmy się z mieszkania nawet o krok, niektórzy jednak nie mieli z tym problemu i Gosię odwiedziła koleżanka ze studiów też aktualnie mieszkająca w Londynie i 3 godziny spędziły na plotkowaniu kiedy ja dzielnie próbowałem się uczyć, a przerwach leniuchować.

    A o snookerze nic?? No to ja dopowiem, we wtorek mąż mój wybrał się z Markiem na 2h gry w snookera, takiego prawdziwnego, przy profesjonalnym stole i po którym to wrócił do domu zachwycony wyprawą i nawet mówił, że całkiem nieźle mu szło.

    I mufinki, mufinki mu upichciłam zamiast tortu i zjada je prędko, bo ponoć smaczne.

    A i TEŚCIOWIE, teściowie moi się zapowiedzieli wraz z Miłoszem potwierdzonym już zakupem biletów na tydzień wizyty poświątecznej i sylwestrowej zarazem, także zakupy pościelowe okazują się dobrą inwestycją, bo “worek odwiedzin” może właśnie się otworzył.