Kolejni goście za nami. Kuba który miał być tym pierwszym okazał się ostatecznie trzecim, ciągle na podium ;). I też przybył “opóźniony”, zawitał do nas ok 3 rano… Nocne samoloty jednak nie sprzyjają odwiedzinom. Mimo, że przyjechał z koleżanką Anią to całą sobotę przechodziliśmy we trójkę – Anię dopadł okres i coś jeszcze przez co całą sobotę przeleżała umierając. Niezbyt fajne wspomnienia z Londynu…
Wracając jednak do soboty, wstaliśmy skoro świt i pojechaliśmy do muzeum Madame Tussauds porobić sobie zdjęcia z figurami woskowymi. Trzeba przyznać, że ich jakość jest niesamowita, w niektórych momentach nie wiadomo było, czy patrzy się na żywą osobę, czy na figurę. Zdjęcia zrobiliśmy z większością gwiazd i nawet Kuba chociaż nie znalazł Davida Guetty wyszedł zadowolony bo znalazł Britney i nawet złapał ją za cycka!

Po figurach woskowych zaszliśmy jeszcze, żeby obejrzeć 221B Baker Street, chociaż do samego domu i muzeum Sherlocka Holmesa w nim się znajdujących nie wchodziliśmy. Następnym razem.
Potem już tylko przez półtorej godziny pobaliśmy się w London Dungeons, zjedliśmy obiad w Richmond i wróciliśmy do naszej umierającej. Piszę się o tym strasznie szybko, a poza domem byliśmy dobre 6-7 godzin…
Niedziela na szczęście sprawiła, że Ania poczuła się lepiej i dzięki temu zobaczyła choś trochę Londynu, bo po drodze na dworzec autobusowy zaszliśmy obejrzeć pałac Buckingham i jeden róg Hyde Parku. Jak na godzinę na obejrzenie Londynu to i tak niezły wynik.
Potem już sami z Gosią poszliśmy na burgera na obiad (dieta zawieszona na weekend ;)), na mszę i nawet wrzuciliśmy po funcie na WOŚP, bo zbierali pod drzwiami.
Po emocjach weekendowych wspomnę jeszcze tylko o wcześniejszym tygodniu 2 zdarzenia warte odnotowania – Gosia dostała robota kuchennego i robi własne jogurty, a mi z Chin przleciała paczka elektroniki, którą jeszcze nie miałem czasu się pobawić.
Przyszły tydzień chyba też bez większych zdarzeń, może tylko uda mi się namówić Gosię, żeby odwiedziła nas w biurze, żeby choć trochę poprzebywała z ludźmi rozmawiającymi po angielsku.
Tak ot tak, dodam jeszcze, że u Ilonki będzie dziewczynka :-) i biorą w walentynki ślub cywilny, na który niestety nie polecimy ale poprzez Martynę przekażemy im jakieś kwiaty, no bo przeca wypada, tak? I w ogóle tych slubów w tym roku mamy 7! jak nie było, to nie było… a jak nas nie ma, to nagle BUUUM… Tak więc na wszystkich niestety nie będziemy.









