Author: kamil

  • Gołąbki

    Normalności ciąg dalszy. W pracy bez zmian (oprócz otrzymania kolejnej ciekawej propozycji, tym razem jednak opiszę coś więcej jeśli będą jakieś konkrety), siedzimy w piwnicy i robimy swoje. Gosia siedzi w domu i też robi swoje – znaczy gotuje i sprząta. Mogłaby się jeszcze ubierać jakbym chciał to w ogóle byłaby żona idealna…

    Weekendowa pogoda nie zachęcała do ruszania się nigdzie, więc w sobotę nigdzie się nie ruszyliśmy. W niedzielę pojechaliśmy do kościoła i przy okazji obejrzeć sukienki. Tym razem Gosia przymierzyła chyba ze dwie – nie kupiła żadnej.

    Jeszcze tylko status ćwiczeń, biegać przestałem i nogi też boleć przestały. Przerzucam się na pływanie, zaś Gosia dalej ćwiczy i biega.

    I już taka ochota mnie naszła, że gołąbki, gołąbki pierwsze w życiu zrobiłam i chyba nawet wyszły :) 

    golabki

  • Dzień Świętego Patryka

    Zaskoczyła mnie żona w zeszłym tygodniu swoim wpisem, ale już wracamy do normalności.

    Drugi tydzień biegania 3 razy w tygodniu zaowocował bólem piszczeli. Spróbuję go przechodzić, ale jeśli nie przejdzie to chyba będę musiał ćwiczyć w jakiś inny sposób…

    Gosia zdążyła wychlać butlę wina w ciągu jednego wieczoru z Anią na Skypie, w związku z czym musiałem sam zrobić obiad, ogarnąć dom i wynieść się z łóżka bo mnie kopała. OooOoo!  I nie zrobić obiad a jak już to dokończyć (jest różnica) i nie kopała a ewentualnie przez sen szturchała, bo widocznie koszmar jaki podczas drzemki mnie dopadł i nie wynieść z łóżka a jedynie przejść na kanapę, byś mógł spokojnie oglądać jakieś dziwne strzelankowe zawody… i w ogóle nie rob mężu wpisów, jak Ci humor nie dopisuje cuś, bo marudnyśśśś jest za bardzo. Dodatkowo dodam, że znów cieszymy się słoikami majoneza, piklów, dżemorów, ogórasów itp. itd., bo zawartość paczki od rodziców raduje nas zawsze :-)

    W pracy dość spokojnie, ciągle siedzimy w piwnicy i odliczamy kolejne tygodnie do przeprowadzki do nowego biura, w weekend wybraliśmy się na Ealing żeby “poszukać” sukienki. Więcej tego nie zaproponuję. 2 godziny jazdy + może 2 godziny “szukania” zakończonego bez przymierzenia chociaż jednej. Niech sama szuka.

    W niedzielę mimo niesprzyjającej aury pogodowej wybraliśmy się do centrum obejrzeć paradę z okazji dnia świętego Patryka. Obejrzeliśmy sporo orkiestr, tancerzy i performersów (chyba jest takie słowo?), zmokliśmy i przemarźliśmy doszczętnie tak że po dość krótkim czasie siedzieliśmy w pociągu powrotnym do domciu z jednym tylko krótkim przystankiem na pizzę.

    patryk

     pochod

  • Brak zmian

    Perturbacje z robotą zakończone “niepowodzeniem”. Mimo bardzo dobrego wrażenia, dobrze napisanego testu kompetencji i ogólnie ochów i achów firma nie zdecydowała się mnie przyjąć, zostajemy więc na starych śmieciach. Przynajmniej zostawili dobre końcowe wrażenie i zapowiedzieli, że przeleją mi trochę kasy za to, że traciłem swoją na dojazdy do nich. Koniec końców wychodzę na plus.

    Jako, że jakoś nikt nam się nie zapowiadał w odwiedziny to postanowiliśmy samo sobie gości sprowadzić, co zaowocowało kupieniem biletów na weekend majowy Karolowi i Martynie (w ramach prezentu ślubnego fundujemy im częściowo podróż przedślubną). Między innymi w związku z tym, w przyszłej paczce zapomogowej znajdzie się też wódka – Gosia będzie miała czym się upić.

  • Nadzieje na zmiany

    Mógłbym się przywyczaić do tych długich weekendów, a czeka mnie jeszcze dłuższy, bo poniedziałek dalej wolny. Chociaż z drugiej strony będę też pisał ten test kompetencji, więc nie będzie taki bardzo wolny.

    A oprócz perturbacji z robotą to w zasadzie bardzo spokojny weekend. Zacząłem się bawić swoją elektroniką co zaowocowało mrugającą diodą i wyświetlaniem odległości z czujnika. Przeglądam też katalogi z odzyskanymi danymi, mam już sporo zdjęć i parę dokumentów. A Gosia już “przeczuwa”, że będziemy się bujać ze znalezieniem mieszkania, bo jedno które nam się podobało zostało wynajęte i jak potem spojrzała to żadne inne jej się nie podobało. Pesymistka jak się patrzy, szczególnie, że codziennie pojawiają się nowe…