Author: Gosia Szewczyk

  • Jak pies z kotem?

    Mąż dziś coś nie w formie, na wieczór mu się chorować zachciewa, tak wiec dla odmiany piszę ja! A co!

    Cały tydzień (choć mowa była o 3 dniach…) salon nasz okupowany był przez KOTA i Jacke (niestety), która zjawiła się wieczorem by doszkolić Matta w prowadzeniu autem na rzecz środowego egzaminu na prawko, który to zdał przy pierwszym podejściu.  Celebracja była i owszem ale bez naszego udziału. Raz – że chamy, bo nie zaproponowali nawet lampki polewanych alkoholi, a dwa – ja się tego dnia pochorowałam na jakąś wirusówkę-jednodniówkę, załapaną najpewniej od szefuncia (być może dopada teraz Kamila i temu zaniemógł) i o ile dziarsko nafaszerowana różnymi tabletkami poszłam do pracy, o tyle w samej robocie wysiedziałam o 2h krócej, by wrócić rozkładać się z gorączką w łóżku. Dodatkowo w środy Kamil zaczął chodzić na siatki bardziej zaawansowane, rezygnując tym samym z sobotnich luźnych spotkań. Tak więc całe weekendy znów możemy spędzać wspólnie.

    Przechodząc do weekendu… w którym to mogliśmy się cieszyć wolną chatą, postanowiliśmy w sobotę wieczorem wybrać się do kościoła,  gdyż obstawiliśmy, że w niedzielę po imprezie może być z tym problem.  Niestety (i stety) problemów by nie było. Mimo wystrojenia się i bycia gotowym, do owego wyjścia  nie doszło… z powodu tytułowego podarcia się psa z kotem i kota z psem… Jednakże rano nastąpiła w przyjemny sposób zgoda, śniadanie niemal francuskie  (crossanty z miodkiem i truskawkami), tak więc konflikt definitywnie zażegnany.

    Dodatkowo dziś na obiad Kamil zaserwował nam typowy Sunday Roast Dinner, czyli że noge owcy z pieczonymi warzywkami i własnorecznie wykonanym greyvi. MNIAM! 

  • Gosiowy powrot do rzeczywistosci

    Wpis poniedzialkowy, bo maz wczoraj zapomnial zrobic :P No wiec tak:

    Moj powrot do pracy okazal sie byc znosny :) daje sobie rade bezproblemowo a takze zaczelam spac na boczku :D opuchlizna juz chyba znikla, ranki coraz ladniejsze i tylko Kamil o robienie masazu sie dopomina co i rusz :)  

    Dodatkowo w piatek strzelilo mi 26 wiosen i pomimo 10h pracy, dzien nalezal do udanych. Szefostwo rano odspiewalo Happy Birthdy :) wieczorem podarowalo pyszne ciacho :) a w domu zastalam meza z balonikami na hel :) Jak troche mi sie znudza to pewnie bedziemy wdychac ich zawartosc i mowic cienkim glosem  :) W sobote maz wreczyl piekny bukiecik, zabral na pizze na ktora przylaczyl sie jedyny pozostaly na weekend lokator Rich, a w niedziele zrobilam golabki ktore chlopaki zgodnie chwalili :) Tylko smutnawo troche bylo… (bo kartek poza jedna od Martynki) nie dostalam…

    13059410_1120289761355824_187367237_n13064046_1120289698022497_1676465792_o

     

     

     

     

     

     

     

    Kamila bez zmian, rower, praca, rower, dom :P Mial miec review ale dostal same pozytywne feedbacki i moze za 2 miesiace mu zrobia a moze nie, kto ich tam wie. A  juz za 3tygodnie Wielkanoc i odwiedziny u wujka Tadka :) 

  • Koniec konspiracji

    Od wczorajszego wieczoru juz z powrotem w Londynasie. Sama podroz przebiegla bez zadnych problemow, zadnych opoznien ani jakos specjalnie wydzierajacych sie w samolocie dzieci :) Tylko maz gapa zapomnial obraczki z wynajmowanego mieszkania i teraz wlasciciel musi pofatygowac sie na poczte i wyslac malzenskiego gpsa.

    Caly ubiegly tydzien minal na moim lenistwie i pracy zdalnej Kamila z przerwa na czwartkowe zdjecie szwow i krotka posiadowke z Dorota i jej facetem zapoznanych przeze mnie w klinice. 

    Wszystko goi sie jak nalezy i o ile maz moj wraca jutro normalnie do pracy, o tyle ja jeszcze sobie tydzien poleniuchuje, bo wysilek fizyczny jeszcze nie jest wskazany. Tylko spac wciaz tylko na plecach moge… i zazdroszcze Kamilowi tego wiercenia z boku na bok :P 

    I wspomne tylko, ze od jutra maz moj zaczyna przygode z siatkowka. To chyba na tyle

  • Liskowe pół urlopy

    Wpis opisujący nasz tydzień wyjątkowo w piątek, gdyż już jutro zabieramy nasze dupki na tydzień żeglugi :)

    O ile dnie Kamilowe upływają codziennie od 10 do 18 na pracy zdalnej, a moje  różnie (głównie pomoc teściowej w kuchni i nie tylko), tak wieczory spędzane są poza domem. Poniedziałkowy wieczór to ognisko w Płocicznie w towarzystwie Kuby, jego koleżanki Agnieszki, Hanki i jej chłopaka Macieja. Wtorek to odwiedziny w towarzystwie małżonów Czaplickich, świeżo upieczonych rodziców maluśkiej Lilianki, czyli Ilony i Rafała (Maluśka – ssssssłodziak :)) Środa to wieczorna herbatka u rodzinki Sobolewskich w Krzywych, zaś czwartek – ełckie kino i “Ant-Man”. No a dziś piątek i zamiast pakowanki na żagle, mamy dezintegracyjne grillowanie :)

    Tak właśnie upływa niemal połowa naszego pobytu tutaj…

    P1050702