Ale tylko w sensie kucharskim. Znaczy korzystajac z Richowego wyjazdu na wakacje okupujemy slow-cookera na potege. I tak, mielismy fasolke, kurczaka korme, pomidory nadziewane miesem kraba i jutro bedzie kurczak z kuskusem. Plany sa na zamrozenie wiekszosci, zeby pozniej miec gotowe lunche i kolacje tylko do odgrzania.
A oprocz kucharzenia wolnego, to jeszcze zona zazyczyla sobie ciasta i diete szlag trafil. Nie powtrzymalismy sie i w dniu dzisiejszym skonczylo sie na 3 kawalkach i przekroczeniu zapotrzebowania cukru na 30g. No nic. Spali sie. Moze :)
Oprocz tego w sobote wybralismy sie do muzeum. Jeszcze nigdy nie bylismy w British Museum i bylo naprawde fajne. Kamien z Rosetty, mumie i cala masa kosztownosci. Zawsze sie zastanawiam, czy to jest prawdziwe, czy oni tylko pokazuja jakies repliki.
Pozniej pizza i obowiazkowa klotnia z zona na temat ubioru. Ja, bo za duzo wymagam i sie nie zmieniam, ona bo sie nie ubiera jakbym chcial i sie nie zmienia. Ot, normalnosc malzenska. (mhm…)
W pracy sie sporo dzieje. Mamy zewnetrzna “kontrole” ktora probuje firmie pomoc sie odbic i zaczac zarabiac pieniadze. To oznacza sporo szybkich zmian i sporo nowosci, ale mam nadzieje, ze wszystko pojdzie jak trzeba
A o tym, ze ostrzyglam,, ze Ci POMIDORY podjadlam, ze sprzataczke nowa mamy tez nie? no coz…