Potworrne swieta

Mi tydzien minal dosc standardowo jesli nie brac pod uwage zmiany miejsca pracy. Zamiast siedziec i pracowac w biurze, siedzialem i pracowalem w domu. Przynajmniej do czwartku.

Gosia miala bardziej urozmaicony tydzien, bo zalatwiala sobie latanie zabkow, pomagala w sprzataniu dwoch domow, wymieniala numery w komorce i ogolnie zalatwiala milion roznych spraw.

W piatek wzialem wolne i szalenstwo wigilijne zaczelo sie i dla mnie. Zakupy choinkowe, ostatnie swiateczne a takze sprawunki inne zajely wieksza czesc piatku, co nie przeszkodzilo w sprzataniu i tradycyjnym wieczornym lepieniu 158 pierogow. Sami, bo wszyscy goscie sie wypieli i zjawili dopiero na Wigilie.

Wigilia, ah Wigilia – 17 osob nas bylo, co roku bijemy kolejne rekordy oraz wymyslamy kolejne sposoby usadzania gosci przy stolach. Co roku z sukcesami. Nie bede wspominal ilosci jedzenia, wspomne tylko ze tata chyba uruchomil pompe ciepla, a dostalismy 2 gry planszowe i to dostosowane pod publike angielska – bardzo dobrze pomyslane.

W niedziele aby walczyc troche z postepujaca ciaza spozywcza zebralismy sie i pojechalismy pograc w siate w skladach Szewczykow, Gaszczakow i Mazurkiewiczow +1. Czyli bylo nas 8 osob. Walka okazala sie na tyle skuteczna, ze wyeliminowala z mozliwosci powtorki niedzielnej Olafa i zrezygnowalismy.

Oprocz tego obiad u tesciow, ukladanie puzzli u tesciow, a na koniec pol nocy pokonywania potworow i to z sukcesami.

A dzisiaj, w ten piekny poniedzialek juz bardzo leniwie. Caly dzien przy komputerze, planszowkach (tym razem potwory bez sukcesow) i ogolnie przyjemnie.