Najpierw tydzien, z ktorego niewiele pamietam. Bylo jakies kino, byla praca. O, wymienilismy tylko 10 tysiecy funtow na ponad 50 tysiecy zlotych. To juz calkiem przyjemne oszczednosci ktore zostana przeznaczone na kupno dzialki. Aby teraz tylko Gosia dalej dobrze zarabiala to kolejne wymiany powinny nam sie dosc szybko kumulowac.
W pracy w piatek odspiewali mi Happy Birthday, dostalem ciasto i zaczal sie weekend. W sobote wybralismy sie we czworka na urodzinowa pizze, a dalej w planach mialo byc picie i zabawa w klubie. Niestety – po pierwsze zabawa w klubie bylaby bez nowo zakupionych sukienek (bo niby tylko na wyjscie we dwoje…), po drugie do zadnej zabawy i tak nie doszlo, bo Gosia sie calkowicie ululala i juz o 22 spala twardym snem. No i mi sie impreza skonczyla wczesnie, no bo przeciez bym jej nie zostawil. Zalatwila mnie na cacy, nawet Rich nastepnego dnia mowil, ze cos mi wisi z powodu swojego przedwczesnego odpadniecia (i to do tego w moje urodziny). W niedziele jak juz wstalismy to w 6 (bo bylismy my, byla dziewczyna Richa i jej kolezanka) poszlismy na sniadanie do Jacka, a na wieczor Rich przygotowal pieczona kolacje. Chyba chcial zapunktowac – i udalo mu sie to!
