Goraczkuje sie

Troche zmienilismy nasz standardowy tydzien, bo teraz oprocz pracy dochodza jeszcze dosc regularne wyjscia do kina. Ale nie narzekamy, moze tylko oprocz tego, ze czasami na autobus sie nie chce czekac 20minut i wzywamy ubera…

Gosia w tygodniu przepracowuje niemozliwe ilosci godzin i nawet biorac pod uwage wolny piatek (bo rodzice Marka przyjezdzali na 6te urodziny Oscara) wyrobila spokojnie swoja srednia, siedzac we wtorek ponad dwanascie godzin. A do tego przed praca i po pracy gotuje i pierze i ogarnia wszystkie domowe rzeczy. No cud zona :)

Ja sie niestety w piatek doprawilem… Wyszlismy z Mattem pograc w Magica i przez glupie opoznienia pociagowe spedzilem na zimnym dworcu ponad 20 minut. Skutkiem tego ogolne oslabienie i lekka goraczka i wiekszosci dni spedzone w lozku pod kolderka. W wiekszosci, bo nie calkiem na szczescie. W sobote pierwsze zakupy w Wandsworth zakonczone znalezieniem fajnego sklepu z gadzetami, jakims takim kombinezonem dla Gosi i bardzo seksowna bluzeczka.

Niedziela spacerek do Clapham szukac sukienki. Sukienki nie znalezlismy ktora odpowiadalaby i mi i Gosi pod wzgledem dlugosci i dekoltu wiec zakonczylo sie zakupem dwoch w internecie. I zobaczymy, czy znowu pojda do zwrotu. Osobiscie mam nadzieje, ze nie, bo na zdjeciach wygladaja swietnie.