Tym razem spotkalismy sie w stylu angielskim: pieczona kolacja – jagniecina, warzywa a na starter krewetki koktajlowe. Rich bardzo ambitnie podszedl do sprawy i mimo wielokrotnych ofert pomocy zawzial sie i samemu to zalatwil. Nawet desery Matta nie byly calkiem zle. Wieczor skonczyl sie oczywiscie na ogromnej ilosci alkoholi, a ostatecznie kolejny raz wyladowalismy w Clapham Grand, zeby troche potanczyc.
Gdyby nie powyzsze, to wpis skonczylby sie chyba po paru slowach – Gosia w pracy ladnie zarabia, ja w robocie tez calkiem niezle. Siatkowka standardowa. Pogoda oczywiscie sloneczna, od kiedy Gosia nie siedzi w domu…