Normalności ciąg dalszy. W pracy bez zmian (oprócz otrzymania kolejnej ciekawej propozycji, tym razem jednak opiszę coś więcej jeśli będą jakieś konkrety), siedzimy w piwnicy i robimy swoje. Gosia siedzi w domu i też robi swoje – znaczy gotuje i sprząta. Mogłaby się jeszcze ubierać jakbym chciał to w ogóle byłaby żona idealna…
Weekendowa pogoda nie zachęcała do ruszania się nigdzie, więc w sobotę nigdzie się nie ruszyliśmy. W niedzielę pojechaliśmy do kościoła i przy okazji obejrzeć sukienki. Tym razem Gosia przymierzyła chyba ze dwie – nie kupiła żadnej.
Jeszcze tylko status ćwiczeń, biegać przestałem i nogi też boleć przestały. Przerzucam się na pływanie, zaś Gosia dalej ćwiczy i biega.
I już taka ochota mnie naszła, że gołąbki, gołąbki pierwsze w życiu zrobiłam i chyba nawet wyszły :)

Leave a Reply