Od wczorajszego wieczoru juz z powrotem w Londynasie. Sama podroz przebiegla bez zadnych problemow, zadnych opoznien ani jakos specjalnie wydzierajacych sie w samolocie dzieci :) Tylko maz gapa zapomnial obraczki z wynajmowanego mieszkania i teraz wlasciciel musi pofatygowac sie na poczte i wyslac malzenskiego gpsa.
Caly ubiegly tydzien minal na moim lenistwie i pracy zdalnej Kamila z przerwa na czwartkowe zdjecie szwow i krotka posiadowke z Dorota i jej facetem zapoznanych przeze mnie w klinice.
Wszystko goi sie jak nalezy i o ile maz moj wraca jutro normalnie do pracy, o tyle ja jeszcze sobie tydzien poleniuchuje, bo wysilek fizyczny jeszcze nie jest wskazany. Tylko spac wciaz tylko na plecach moge… i zazdroszcze Kamilowi tego wiercenia z boku na bok :P
I wspomne tylko, ze od jutra maz moj zaczyna przygode z siatkowka. To chyba na tyle