Tym razem Wiedeń…

My to chyba jakiegoś pecha mamy z lotami transferowymi. We Frankfurcie biegiem, a w Wiedniu to nawet na noc zostaliśmy. Znowu zaczęło się fajnie, dojazd na lotnisko bez problemów, przejście przez bramki i wejście do samolotu też. Po czym okazało się, że system wodny w samolocie zamarzł (o tym za chwilę) i ostatecznie po dwóch i pół godzinach i zmianie samolotu wystartowaliśmy. W Wiedniu oczywiście żadnych samolotów do Londynu już nie było więc dostaliśmy voucher na hotel i bilet na 6:40 rano następnego dnia. Głodni i dość źli wylądowaliśmy w hotelu gdzie okazało się, że kolacje są tylko do 22:30 (a byliśmy w restauracji o 22:35) i już nas nie obsłużą. I śniadania też nie bo wychodzimy za wcześnie. Paranoja. Poprosiłem tylko o list z hotelu o tym że nie dali nam kolacji i zamówiłem pizzę na którą właśnie czekamy. Będzie na koszt linii lotniczych.

A propos zamarzania, to się w Polsce zima zrobiła. 31 grudnia bodajże wskoczyła na minus, a później już tylko spadała tak, że w nocy z 1 na 2 stycznia było chyba z -20 stopni. Co spowodowało zamarznięcie większości rurek w łazience i w wyżej wspomnianym samolocie. No i jeszcze padnięciu akumulatora w jaguarze.

Sylwester minął bez większych niespodzianek. Pojechaliśmy do Białegostoku i spędziliśmy go przy stole jedząc, pijąc i grając w Dixita i karteczki. Rzutem na taśmę udało mi się uruchomić Spotify z listą sylwestrową, więc muzyka była dobra. Następnego dnia na trochę czasu udało mi się uruchomić też Toplistę Wszechczasów, którą to przełączyli na disco polo. Nie wierzę, że można to włączyć świadomie żeby “posłuchać” muzyki. I wszyscy znali słowa! Przynajmniej okazało się, że chyba wychowuję żonę i już jej disco nie odpowiada. I słów też nie znała do najnowszego hitu. Jestem z niej bardzo dumny, wydoroślała mi kobieta!

P1060354P1060379

Przy okazji Sylwestra okazało się też, że zmieniając plany i odmawiając Kubie na 2 tygodnie przed Sylwestrem postąpiliśmy bardzo kulturalnie (jeszcze bardziej, bo kupiliśmy mu za tę zmianę flaszkę), bo u Kuby Sylwestrem odbył się w gronie pięciu osób (z planowanych 15). Pozostali zadzwonili w dzień imprezy, już po zakupach Kuby…

I w sylwestra rowniez udalo sie nam zakupic  duze, twarde walizki, ktore zapewne baardzo sie przydadza :)

A, i żona mnie próbowała ugłaskać za nie wzięcie szpilek i spódniczki do Polski – częściowo jej się to udało, ale jeszcze nie do końca. I będę pamiętał!