A gdzież ten port?

A portu ni ma! W środę mi usunęli i już nie mam guzika na piersi. Okupiłem to tylko 7 godzinami czekania w szpitalu… siedziałem tam od 6 rano, wzięli mnie o 13. Służba zdrowia jest jednak wszędzie taka sama. Dostałem port na pamiątkę, wziąłem sobie 2 dni wolnego i teraz tylko Gosia mi mdleje z wrażenia jak chcę, żeby mi pomogła przy opatrunku. A ten znowu malutki, że mam nadzieję, że w ciągu dwóch tygodni w ogóle o nim będę mógł zapomnieć.

Sprawa domowa idzie do przodu, ale w innym wymiarze. Przepisy nas przerosły i musieliśmy zrezygnować z 5 sypialnianego domu. Niemożliwe okazało się znalezienie domu w którym właściciele chcieliby tylu wynajmujących (głównie ze względu na porąbaną licencję HMO). W związku z tym szukamy już tylko 3 sypialni w cztery osoby – Matt, Rich i my. W weekend obejrzeliśmy z Gosią 3 domy, jeden bardzo nam się spodobał – jedynym problemem może być wielkość sypialni Matta, jest tak malutka że możliwe że będziemy musieli z niego zrezygnować. Okaże się prawdopodobnie jutro, na lunchu spróbuję załatwić oglądanie. Z pozostałych dwóch domów jeden odpadł w przedbiegach, a drugi przegrywa z tych najfajniejszym. Z tym, że ma większe sypialnie, więc może się okazać, że jednak jego będziemy brać?

W przyszłym tygodniu mam kolejną kwartalną ocenę u Hallerów, prawdopodobnie też w przyszłym tygodniu pójdę (pójdziemy?) do nich na pizzę pogadać trochę o ewentualnym otwarciu biura w Polsce. I może będzie okazja żeby z fajną robotą wrócić!.

Weekend spędziłem pisząc malutką aplikację internetową która umożliwiłaby nam w łatwy i prosty sposób wylosować uczestników zabawy świątecznych prezentów. Mamy w końcu XXI wiek, kto to słyszał żeby losować karteczkami i pokazywać wyniki na Skypie?!