Jeszcze niedawno świętowaliśmy rok ślubowania, a tu już nam strzelił roczek na obczyźnie. Nawet nie wiedzieć kiedy spędziliśmy tu już 12 miesięcy (no 11 w zasadzie licząc Polskie wakacje). Angielski nam się poprawił, trochę się zadomowiliśmy i powolutku zaczynamy odwiedzać obszary poza londyńskie. W dalszym ciągu jednak chcemy wrócić do Polski, a ja to też koniecznie na Mazury. Jakby tylko miał człowiek pomysł na biznes który by wypalił i może trochę funduszy na start to chyba nawet nie czekałbym na kolejny rok…
Gosia już nie wspomina tak często o powrocie do Polski i to chyba dobrze, bo dopiero od niedawna nasza sytuacja finansowa wyklarowała się na tyle, żeby na koncie co miesiąc zostawało coraz więcej funduszy.
A tych nigdy ich za wiele, szczególnie kiedy człowiek ma tyle drogich planów – działka, dom, dzieci i itp. itd. (niekoniecznie w tej kolejności). Z tego powodu bardzo cieszymy się, bo w tamtym tygodniu okazało się, że obydwoje dostajemy podwyżki. Ja po kolejnej ocenie kwartalnej dostałem podwyżkę do 40 tysięcy funtów rocznie (czyli kolo stu miesięcznie) z obietnicą jak najszybszego wskoczenia na 45 tysięcy. Gosia natomiast od przyszłego tygodnia będzie zarabiać 10 funtów na godzinę, co z 8 na godzinę sprawia że procentowo dostała większą ode mnie.
Oprócz tego wiadomości niewiele, z próby zakupu sukienki która odpowiadałaby i mi i Gosi nic nie wyszło, w weekend kolejny seans kinowy i trzask prask tydzień minął.