Morze, ach morze

Pojedziemy sobie na weekend nad morzo-ocean. Kanał angielski, nie mam pojęcia czy to jeszcze jakieś morze, czy już ocean. Gosia mnie ciągle pytała o jakiś wspólny wypad, więc kiedy dostałem relatywnie taną ofertę na 3 dni zahaczającą na ostatni w to lato bank holiday to od razu skorzystaliśmy i już w piątek wsiadamy w pociąg.

Udało mi się umówić na wizytę u tutejszego onkologa. Zrobili mi parę badań krwi, zdjęcie rentgenowskiego i może uda mi się umówić na usunięcie portu. Dziwnie będzie bez niego…

W czwartek po pracy pojechałem na rozmowę “kwalifikacyjną” w kolejnej firmie. Pogadałem pół godzinki i po sprawie – czy coś z tego wyniknie zobaczymy za jakiś czas.

W firmie teoretyczny spokój, bo Mark z Karoliną na wakacjach, ale jednocześci straszny zawał roboty, szczególnie kiedy Rich był na wakacjach. Na szczęście od jutro trochę już się podzielimy pracą.

Gosia z dziećmi pracowała tylko dwa dni, ale za to pozostałe spędziła chodząc do kotów i sprzątając Hallerom dom. I zarobi kolejne funty.

I trzeba było niemal roku, by sprawić sobie odkurzacz…  dodatkowo mikser padł, kiedy Kamil produkował nam truskawkowe ciasto, jednakże w ramach gwarancji mają przysłać nowy. Dodatkowo mieliśmy mega słoneczną sobotę i wiatrak (będący w posiadaniu metodą Polaka Cebulaka) okazał się bardzo przydatny :)

iii Sto lat sto lat dla męża, bo z racji zepsucia się zegarka, który kiedyś chyba na święta ode mnie dostał, żona fundnęła mu wcześniejszy prezent urodzinowy w postaci nowego zegarka, co by nie chodził smutny :)