Wczoraj wróciliśmy z naszych wojaży żaglowych. Pogoda nas nie rozpieszczała oj nie – praktycznie każdego dnia padało, nie było słońca i wiało. A z tych trzech rzeczy tylko jedna jest dobra do żeglowania. Temperatury były wspaniałe… gdybyśmy tylko pływali pod koniec września, a nie między lipcem i sierpniem…
Gosia z żagli wróciła poobijana z każdej strony i każdy siniak był jej własnym dziełem, a do tego na koniec ugryzła ją osa. Dziamdziak mój kochany.
Po zakończeniu żagli zrobiliśmy szybkie after party z gościnnym udziałem Oli Zawiszy i Mariusza którzy na weekend przyjechali na Mazury. A niedziela to żegnanie Zawiszów wracających do Ostrowi, wujka Przemka z Filipem i Domi wracających do Warszawy i wizyty u teścia z powodu minionych imienin wyżej wymienionego.
W przyszłym tygodniu znowu praca zdalna i zapowiada się, że ogromne upały. W sobotę wesele Emili i już zbieranie się do powrotu na emigrację. Ależ ten czas szybko mija…