Przyszli i wyszli. Cały tydzień minął szybko w oczekiwaniu na naszych narzeczonych, jedyne co warto wspomnieć z minionego tygodnia to moja pierwsza “oficjalna” ocena kwartalna z której wyszło, że w firmie mnie lubią i ciągle chcą.
Dzisiaj wpis znowu poniedziałkowy, tym razem z powodu zaangażowania w ugaszczanie Martyny i Karola, którzy zgodnie z planem pojawili się u nas w czwartek w nocy na całą majówkę.
Piątkowy dzień spędzili z Gosią na zakupach, po pracy spotkaliśmy się w Richmond i zaczęliśmy picie. Sobota standardowe zwiedzanie głównych punktów z mniej standardowym odwiedzeniem stadionu Chelsea – Karol, wierny kibic obowiązkowo chciał go zobaczyć. No i grill, hulanki, swawole (znaczy znowu picie) spowodowały, że w niedzielę wstaliśmy późno i mimo bardzo sprzyjającej aury pogodowej wybraliśmy się tylko na króciutki wypad do Kingston.
Na wieczór niedzielny zaplanowaliśmy pizzę obiadową i wypad do pubu. Pizza była dobra, drinki w pubie mniej, ale i tak dziewczyny je wypiły do dna. Po kilku partyjkach bilarda uznaliśmy, że należałoby wracać ze względu na wczesną pobudkę, jednak po drodze do domu Gosia zdecydowała, że jest niedopita i zarządziła poszukiwanie alkoholu w sklepach. Niestety wszystko było albo zamknięte, albo bezalkoholowe i okazało się że “no alcohol” = “big problem”. Na szczęście w domu zostało trochę bimbru i opite zostały obie nóżki, chociaż nie kość ogonowa, bo niedobry mąż nie pozwolił.
A z samego rana pobudka, aż dziw bierze, że dziewczyny normalnie jak skowronki bez śladu kaca zerwały się, przygotowały się i śniadanie i zgodnie ze wszelkimi założeniami czasowymi zdążylismy bez problemów odstawić ich na pociąg na lotnisko. I co ciekawe brak łez podczas powitania zwaliliśmy z Karolem na zmęczenie po podróży, tak brak łez podczas pożegnania jest dość dziwny. Może to dlatego, że już za 2 miesiące będziemy się znowu widzieli?
No i byli i już się zmyli i mamy nadzieję, że zadowoleni z naszego prezentu ślubnego w formie wspominianych już chyba biletów. Miło było spędzić majówkę w ich gronie, poplotkować, pośmiać i nie płakać hehe :D I miło myśleć, że niedługo znów się zobaczymy na większej imprezie, trochę bardziej stresującej :)





Leave a Reply