Niestety nieudane. Pełna próba kolejnego in vitro zakończyła się bardzo szybko, bo już na etapie tworzenia zarodków. Nie mamy niestety nawet co implantować. Mamy jeszcze jedną ostatnią już zamrożoną próbkę nasienia, w środę dowiemy się od lekarza kiedy byłaby możliwa jeszcze jedna próba i czy byłaby refundowana i od odpowiedzi będzie zależała nasza decyzja.
Z Gosią świętowaliśmy naszą dziesiątą już rocznicę ślubu. I w przeciwieństwie do zeszłego roku, tym razem udało się wybrać poza dom – na krótki rejs po Raspudzie i kolację w Augustowie.
Z Marysią natomiast świętowaliśmy trzecie już urodziny. Podwójnie, najpierw z dziećmi na sali zabaw, a później z dorosłymi przy ognisku. Obydwa w temacie mocno jednorożcowe, populacja jednorożców w domu podwoiła się.
Korzystając z kilku ostatnich weekendów wakacji dwa razy odwiedziliśmy wieczorem Giżycko. Wieczorem, bo temperatury mimo połowy sierpnia dość tropikalne. Bardzo dumni jesteśmy z Marysi bo sama zaproponowała przejażdżki w wesołym miasteczku, powiedziała że będzie dzielna – i taka właśnie była. Nawet dzielniejsza chyba od mamy podczas przejażdżki na diabelskim młynie.
Budowlanie znowu do przodu. Gładziarze skończyli ściany które teraz wyglądają już w zasadzie na skończone. Kominek w salonie już stoi na wysokościach (odpowiednich) i pracuję nad jego obudowaniem trwają. Wybór stolarzy do kuchni też już zakończony, a ja dalej pracuję powolutku nad elektryką.
Po dobrych kilku latach w końcu też przyjechali do nas na kilka dni Przemek z Elą. Niestety bez Filipa. W zasadzie jedyni nasi goście na dłużej w tym roku i bardzo przyjemnie było się z nimi zobaczyć. Szczególnie, że my też w Warszawie już pewnie nie będziemy często witać.