I już zaczynamy

Na początek najważniejsze – “pierwsza” wizyta w Białym zakończona powodzeniem. Zakwalifikowaliśmy się do dopłat, okazało się, że leki też refundowane. Czekamy teraz na rozpoczęcie leków i kolejne wizyty.

Byliśmy na kolejnej wizycie u alergologa. Marysia jak zwykle złoty dzieciak mimo sporej obsuwy bez problemu przetrwała gorąc i czekanie, żadnego płaczu przy testach na których kolejny raz nic nie wyszło. Rodzice jak co roku wybrali się na kajaki (tym razem kanał Augustowski) i mieliśmy całą rodziną (nawet z psem), dołączyć do nich na jeden wieczór na ognisko – ale niestety akurat wtedy młoda się rozłożyła z wysoką gorączką. Skończyło się tylko na tym, że dowiozłem im zapasy i wróciłem… a już w zasadzie byliśmy spakowani.

Ja po problemach żołądkowych się badam. W dzień imienin (albo dzień po) zaplanowana kolonoskopia więc imprezy nie było. Badanie było ciężkie i ostatecznie nic nie znalazło (oprócz jakiegoś prawdopodobnie niegroźnego polipa do wycięcia). Wiadomość jednocześnie zła i dobra – nic bardzo złego nie ma, ale skąd problemy żołądkowe też nie wiadomo.

Budowlanie się dzieje, przede wszystkim z powodu przerw w pracach w ekipach chłopaków od taty. I tak mamy już dom cały w płytkach (zostały tylko fugi w niektórych miejscach), saunę i prysznic przy saunie też wypłytkowane, obrzeża naokoło basenu i domu i nawet elewację na basenie wytynkowaną! A oprócz tego Gosia się rozeznaje w kosztach zrobienia kuchni, a w domu już tym razem zewnętrznie dzielnie działają gładziarze. I gdyby nie finanse to zaraz można by się było wprowadzać – ale niestety bez pracy wieczornej trochę się wszystko przedłuża