Drzwi do spiżarni

Z jakiegoś powodu Gosia mi nie przypominała o dzienniku, więc całe trzy tygodnie nie był uzupełniany. Oby tylko jej to w krew nie weszło.

Po Wielkanocy rodzinka ostrowska złapała covida. Najpierw rozłożyło wujka, później ciocię i niestety babcia też się załapała. Żeby wspomóc trochę wysiłki 13 kwetnia mama zapakowała się do samochodu i pojechała. W zasadzie na cały tydzień. Szybko nam dni uciekały, ja całymi dniami i wieczorami w pracy, tata wracał dopiero po południu, a Gosia musiała zajmować się całym domem i gotować dla czwórki i przyjąć stolarza (zapowiedzianego), który to 21 kwietnia wziął i zamontował tytułowe drzwi do spiżarni i szafkę.

Chociaż mimo braku pomocy babci, udało jej się skorzystać z mojego terminu na dentystę, a dziadek (z moją bardzo niewielką pomocą) dał radę zabawić małą przez cały wieczór.

W weekend przedmajówkowy, oprócz ostatnich przygotowań posadzkowych zrelaksowaliśmy się chwilę na proszonym grillu urodzinowym u Pauliny. Pogoda dopisała idealna i bardzo przyjemnie się posiedziało. Niestety nie bardzo długo, bo jeszcze wieczorem Gosia wyciągnęła mnie do Ełku na ostatnie przygotowania mieszkaniowe przed pierwszymi gośćmi.

A goście niestety na razie niezbyt dopisują. Mimo braku zmian cen (chociaż inflacja szaleje), to do tej pory trafiliśmy jeden krótki majówkowy pobyt. Mamy tylko nadzieję, że na wakacje jednak się trochę rozkręci…

Zaraz po grillu, w poniedziałek 24 kwietnia przyjechali chłopaki i zasypali cały dom betonem. I już można chodzić tak bardzo przyjemnie i równo. Teraz przygotowania pod tynki.

Sami z majówki niezbyt skorzystaliśmy – praca jak zwykle. Dobrze chociaż, że udało się wyrwać i po półrocznej przerwie spotkać z Martyną i Karolem. Na obiad, drinkowanie i gadanie. Może uda się teraz cześciej spotykać, ciepło to dzieciaki nie będą aż tak chorowały.