Brama się otwiera i zamyka

W poniedziałek po niewielkiej obsuwie kilkudniowej zawitali do nas panowie od montażu bramy garażowej i załatwili wszystko w tempie ekspresowym. Przyjechali rano, a już koło 14 ich nie było. Za to brama była. Ładna i jaka cicha.

Dobrze pamiętałem, że jakiś czas temu pisałem już o pierwszych kroczkach Marysi – ale jak się okazuje to nie były prawdziwe pierwsze kroczki. Dopier teraz w tym tygodniu mała sama z siebie podniosła się z ziemi na nóżki i poszła kilka kroków naprzód. Aczkolwiek w dalszym ciągu bardzo niepewnie, a ciągle szuka ręki do trzymania się.

Cały tydzień bez mamy, w Ostrowi wujek Mirek stracił przytomność, uderzył się w głowę i trafił do szpitala. Wszystko już ok, chociaż dalej chyba nie wiedzą do końca co się stało. Mama pojechała, żeby wspomóc ciocię i trochę ją odciążyć przy opiece nad babcią.

W piątek Gosia korzystając w niewielkiego okienka zdrowotności dziecięcej pojechała odwiedzić Martynę. I się okazało, że całe przedszkole się tam zrobiło, bo dodatkowo tego samego dnia w odwiedziny pojawiła się siostra Martyny z synem. Może nawet nie przedszkole a cyrk.