Londyn po przerwie

Według Gosi zupełnie nic się nie działo… w zasadzie mógłbym ten wpis otagować jako dzienniki londyńskie, a nie perypetie mazurskie.

W końcu po całej pandemii (mimo tego, że ciągle coś tam jeszcze chorują) i mimo wojny na Ukrainie pojechałem do Londynu. Kilka tygodni temu zaanonsowali ten termin na imprezę po połączeniu firm. 100 osób, wszyscy z firmy + klienci. Też się chciałem załapać. A tu już po kupieniu biletów się okazało, że Londyn jest jednak za mały żeby zorganizować taką imprezę. Ale bilety kupione – no to poleciałem.

Kilka dobrych rzeczy z tego wyjazdu wynikło – spotkałem się z ludźmi z którymi nigdy się nie widziałem. W końcu w biurze pojawiło się więcej niż 2, czy 3 osoby. Udało mi się naprawić/wymienić popsuty telefon. Mimo braku imprezy Mark z Karoliną stanęli na wysokości zadania i wieczorny czwartek spędziliśmy na starych śmieciach w Orange Tree.