Gosia już bez szwów od zeszłego poniedziałku korzysta z pełnej sprawności ruchowej palca. Może tym razem nie będzie go wsadzała gdzie nie powinna. Ale zagojone ładne i nie narzeka na jakieś zmniejszone czucie na szczęście.
Rodzice wybyli na tydzień wojaży samochodowych z Balcerkami. W zasadzie sami nie wiedzieli gdzie – więc przygodę mieli fajną. Niestety, mała z powodu rosnących kolejnych zębów nie dawała pokorzystać z wolnej chaty…
W środę Gosia zabrała ją na kolejne szczepienie i wróciła z wynikiem prawie 11 kilogramów. Rośnie jak na drożdżach. I nie tylko rośnie, bo się i rozwija – od kilku dni już w zasadzie sama wstaje i widać jak bardzo chce na nogi. Niedługo będzie biegać.
I też w środę coś się pochorowałem. Nie wiadomo skąd, bo przecież tylko siedzę w domu i z nikim się nie spotykam. A na pewno coś wirusowego, bo zaraziłem wszystkich i po kilku dniach Gosia z Marysią, a jeszcze za chwilę mama. Która zresztą chyba wirusa przekazała dalej Oli i Leonowi… I tak żeśmy kichali sobie.
Na szczęście na tyle lekko, że w sobotę wsiedliśmy do samochodu i oprócz zakupów ełckich wybraliśmy się też do Prostek oglądać drzwi. Oczywiście na żywo spodobały nam się inne, niebędące zresztą w ofercie internetowej. No i zamawiamy.
Oprócz decyzji zakupowych pracujemy też nad budową. Ja na przerwach lunchowych powolutku ciągnę elektrykę, a w weekend zebraliśmy się i dokończyliśmy równanie chudziaka i położenie styropianu w rozbudowie. Mamy też ambitne plany na posadzkę jeszcze w październiku…
W poniedziałek Królestwo pożegnało królową, sam zresztą też oglądałem uroczystości. Niestety podczas pracy. Angole dostali dodatkowy dzień wolny, ale niestety zagraniczni kontraktorzy nie.
A w środę Gosia razem z Olą wybrały się do Giżycka. Obydwie na urodziny dostały vouchery do spa, więc pojechały skorzystać z zabiegów. Wróciły zadowolone i odmłodzone – więc prezent chyba trafiony.