Urlop się skończył – niestety całego styropianu się na basenie nie udało ułożyć, ale tam gdzie styropian był, jest już i podłogówka. Oprócz podłogówki prawie skończona kotłownia i brak bloczków które w końcu udało mi się opchnąć. I tak się okazało, że za wcześnie, bo dosłownie tego samego dnia okazało się, że jednak przydałyby się Miłoszowi…
Powrót z urlopu do pracy spokojny, bo na szczęście w zeszły poniedziałek w Anglii mieli wolne. Na spokojnie nadrobiłem mejle i wiadomości.
Niezbyt spokojnie za to było w czwartek, przed południem Gosia rozwaliła sobie palucha podczas zmywania naczyń. Szybka przejażdżka do szpitala zakończyła się szwami które będą zdjęte dopiero jutro. A w tym czasie trzeba paluszka ojojać i więcej pomagać przy małej, bo opatrunku nie można moczyć.
Zeszła sobota mocno imprezowa, zaczęliśmy od pierwszych urodzin Letycji, a skończyliśmy na pięćdziesiątych urodzinach Olafa.
W czwartek skończyła się w Anglii pewna era. Już wczesnym popołudniem pojawiły się wiadomości o złym stanie zdrowia królowej Elżbiety, a wieczorem potwierdzili, że zmarła. I teraz będzie król Karol II po całych dziesięcioleciach bez zmian…
W ten sam czwartek odezwał się Kuba z Maćkiem i zaproponowali w piątek partyjkę lasertaga. Inni znajomi nie dopisali i skończyliśmy grając tylko w czwórkę. Ale i tak było super.
Mniej super natomiast było w sobotę, bo podczas wykopków czułem w nogach tę grę. A niestety wykopki długie. Pogoda dopisała i wszyscy się zdziwili, że w ciągu jednego dnia obrobiliśmy wszystkie pola. Wszystko zwiezione, wywalone z worków. Ciężko było, ale przynajmniej do przyszłego roku nie trzeba będzie wracać.
Ledwo zdążyliśmy wrócić przywitać pierwszych gości weekendowych, bo nawet nie zdążyłem się wykąpać jak pod bramą zjawili się Gałązki. Zaskoczyli nas dość mocno, bo przyjechali tylko we dwoje – Michała zostawili w mieszkaniu chronionym – i korzystając z wolności zrobili sobie wycieczkę i zajechali do nas.
Jeszcze ciężej było w niedzielę. Czułem już nogi po lasertagu, po wykopkach, a tu do tego zjawiły się dziewczyny Gosi razem z mężami i dziećmi. Sajgon totalny, bo dzieci masa i to w wieku sajgonowym – ale fajnie się było spotkać.