Mama!

Od zeszłego poniedziałku Marysia mówi “mama”. No w zasadzie to bardziej płacze niż mówi, ale wyraźnie i celowo. Więc się cieszymy i czekamy na kolejne słowa. Troszkę mniej się cieszymy niestety z postępów ruchowych, bo troszkę za wolno to idzie (a w zasadzie problem z tym, że właśnie nie idzie). Na tyle wolno, że Gosia od przyszłego tygodnia będzie próbowała fizjoterapeutów.

I jak zacząłem od Marysi (jak zwykle ostatnio i pewnie przez długi czas) to wczoraj udało się ją nam ochrzcić. Wujek przyleciał (z Donatellą) i przyjechali razem z wujkami. Szybka msza, obiad w knajpie w Wydminach i posiadówka u nas. Sama najbliższa rodzina, a i tak zebrało się 19 osób licząc razem z szarańczą dzieciakową. Trafiliśmy też na początek pierwszego gorącego tygodnia w to lato, 27 stopni a tu się trzeba było wymęczyć pod muchą.

W związku z przygotowaniami ja od środy na wolnym. Ale w zasadzie zakończone same przygotowania do uroczystości, bo albo ja sprzątałem, ale zajmowałem się małą w czasie jak Gosia latała. Na szczęście udało mi się trochę czasu poświecić na sprzątanie rozbudowy bo…

Na budowach się dzieje! Co prawda na dachówki dalej czekamy, ale już w przyszłym tygodniu na basen wchodzą pianowacze i będziemy już w pełni zaizolowani. Dom też się szykuje, już cały ocieplony i prawie cały zaklejony. I nie tylko nasze budowy idą, Miłosze zaczęli swoją i już przed weekendem mieli zalane ławy fundamentowe.

No i a propos Miłoszów, w zeszła sobotę w ramach testowania tortów wyprawiliśmy Leonowi obiad urodzinowy. Zadowolony chrześniak bardzo (i tak nie zapamięta, ale teraz szczęśliwy). Pełno prezentów i wielki tort tylko dla niego – oprócz paru kawałków którymi się z nami podzielił.

Oprócz poniedziałkowej “mamy” ja się też mogę pochwalić piękną sklerozą. Zapomniałem iść do lekarza… Z jakiegoś powodu byłem przekonany, że mam wizytę dopiero na wtorek. Na szczęście udało mi się dostać po godzinie wizyty. I wszystko jest dobrze.

Dzisiaj rozpoczęliśmy sezon kortowy (a w zasadzie Gosia z tatą rozpoczęli), zakończyliśmy sprzątanie i pierwszy raz posadziliśmy Marysię w basenie. A jak podrośnie, to już będzie czekał na nią większy basen.