Nieudane wyjazdy

Wpis z dwóch tygodni, bo wcześniejszy tydzień był tak nudny, że nikt nie pamięta co się działo. Oprócz nawiązania weekendowego, w sobotę z tatą żeśmy mocno pociągneli na budowie cały dzień – dokończyliśmy ścianki, sufity w kotłowni, parę kabli i skończyliśmy zadowoleni.

A w niedzielę odwiedziliśmy Karola na urodziny. Imprezę miał co prawda w sobotę, ale teraz w ciągu dnia ja zajęty, a wieczorem Marysia śpi. I tak jesteśmy trochę uwiązani. Mieliśmy się wyrwać w ten weekend na wielką rodzinną wyprawę do Malin. Z córką i psem. I wszystko już szło na dobrej drodze, a tutaj w czwartek Malina zadzwonił i oznajmił, że Monia trafiła do szpitala z bliżej nieokreślonego powodu. No i odpoczywać musi, więc goście odpadają. I dalej się nigdzie nie ruszyliśmy…

Zamiast się napić z Malinami, w sobotę starałem się pomagać z Marysią, żeby Gosia mogła ogarniać dom, a w niedzielę ruszyłem do roboty, a Gosia zaprosiłą koleżankę z dawnej pracy na plotki. No i aktualnie jesteśmy sami przez cały tydzień. Rodzice od piątku wieczór, do następnej soboty na luksusowym rejsowaniu gdzieś po Morzu Śródziemnym (i kawałku oceanu?).

W czwartek obchodziliśmy Dzień Matki. Gosia swój pierwszy w życiu – i nawet kwiatka dostała!