A więc wojna…

Się narobiło na świecie. W zeszły czwartek, 24 lutego Rosja najechała na Ukrainę. Na szczęście nie jest to wojna w Polsce, ale wszyscy chodzą podminowani, gospodarka się sypie. Jedyna łyżka miodu jest taka, że Ukraina z pomocą w zasadzie całego świata nadal się broni. I oby tak zostało, bo nawet tata dzisiaj nam zaczął wspominać, żebyśmy na wszelki wypadek mieli gotowe paszporty i plany jak i gdzie uciekać… Ja tam jak zwykle optymista i na razie to myślę jak dom skończyć, a nie martwić się ruskimi.

I w ten sam czwartek Marysia skończyła nam pół roku – błyskawicznie rośnie.

Mama we wtorek odwieziona została do sanatorium do Gołdapi, żeby sobie odpocząć. Więc korzystając z ostatnich dni ładnej pogody wsiadły z Gosią do samochodu i zabrały się do Ostrowi, żeby pokazać Marysię rodzince. A w weekend, zrobiła jeszcze urodzinowy obiad Gosi i Oli. No i będzie odpoczywać “przynajmniej” do 19 marca – ale ile wytrzyma? Nikt nie wie.

A ten weekend urodzinowy mocno. W piątek urodziny Gosi i kolacja urodzinowa z Miłoszami. W sobotę obiad u Oli z okazji jej urodzin, a wieczorem kolacja z tatami. A w niedzielę, na obiad zjawili się wszystkie Czaplickie. Tylko Marysia trochę poszkodowana, bo ze względu na ilość roboty trochę mniej miała mamy, a emocji tak dużo, że w niedzielę nie mogła zasnąć.