Ten tydzień w zasadzie tylko o żonie. Ja tylko siedziałem i pracowałem a żona…
W poniedziałek wróciła od fryzjera nie blond, a raczej brąz. Dalej ładna, ale trochę się przyzwyczaiłem do blondynki. Teraz się przybrązowię. We wtorek dalszy ciąg upiększania – tym razem pedicure. W końcu lato i żeby nosić sandały, trzeba mieć ładne paznokcie.
Nie wiem tylko, czy w środę założyła sandały, ale na pewno wsiadła do samochodu i razem z Martyną i dziećmi pojechała do Białegostoku. Chyba pierwsza jej dłuższa samodzielna podróż. Załatwiły co miały i wróciły bezpiecznie, więc podróż udana.
W czwartek jej imieniny, poświętowaliśmy obalając butelkę z teściem.
I to już, wpis o żonie. Jedyne warte wspomnienia o mnie – w sobotę nareszcie zacząłem jazdy motocyklem na kurs prawa jazdy. Fajnie się jeździ. Może kiedyś sobie kupię?