Zaszczepieni

W poniedziałek wybrałem się z Gosią do Pisza na szczepienie. Poszło “dość” sprawnie, ale najważniejsze, że we wtorek mimo straszenia o skutkach ubocznych czułem się całkowicie dobrze. Tylko delikatnie ręka bolała.

Dzięki temu, mogłem towarzyszyć Gosi na pierwszym spotkaniu szkoły rodzenia we wtorek wieczorem. Dużo słuchania w większości dla kobiet, dlatego prawdopodobnie będę potrzebny na wyłącznie dwóch – kąpaniu i ratowaniu. I dobrze, bo spotkania zaczynają się wcześnie. Ale Gosia chodzi i się uczy. I trochę panikuje ;)

W czwartek chyba poczułem pierwsze kopnięcie Maryśki. Tak mi się przynajmniej wydaje, ale Gosia każe notować :)

Weekend zapowiadał się deszczowy, ale prognozę pogody można potłuc o kant dupy, bo przez cały weekend nie padało w ogóle. Dało nam to okazję do popracowania na podwórku. Najpierw przygotowanie warzywniaka, a później z tatą zajęliśmy się kortem. Rozłożyliśmy trawę, zaczęliśmy ciąć linie. Zaczyna wyglądać jak boisko. W sobotę wieczorem posiedzieliśmy przy drinku z tatą Gosi.