Dachowanie zakończone

Niby Gosia na zwolnieniu, ja praca z domu, ale do Ełku trzeba było codzinnie jeździć. Jednego dnia po otwarciu fryzjerów, innego zawieźć mamę na rentgena, kolejnego badania Marysi (już na pewno). Badania “połówkowe”, już w zasadzie jesteśmy bliżej końca niż początku. Szybko leci, Marysia rośnie. Jeszcze spać daje – przynajmniej mi.

W czwartek i piątek kolejny raz do Ełku, bo właśnie rozpoczęliśmy nasz drugi sezon wynajmowania mieszkania. Ubrać pościel, ostatnie zmywanie i dopieszczanie szczegółów i chyba dało to efekt, bo wczoraj goście wstępnie zarezerwowali kolejny tygodniowy pobyt na koniec sierpnia. Może trafią lepszą pogodę, bo tegoroczna majówka ze śniegiem, deszczem i wiatrem. Do roboty aż czapkę zakładałem. W maju!

W środę rodzice do Warszawy w dwojakim celu. Niestety, parę dni wcześniej zmarła Teresa – partnerka Dziadka Zbyszka. Niedługo po nim… Więc rodzice na pogrzeb, a po pogrzebie mama zdjęła szwy i but ortopedyczny. Dalej kuśtyka, ale coraz mniej. Dalej za to na L4 siedzi zadowolona.

Sama majówka, tak jak pisałem wcześniej mocno jesieniowa, spędzona na kończeniu basenu – przycinaniu, sprzątaniu i boiska – gładzeniu, ugniataniu. Coraz lepiej to wygląda, ale roboty jeszcze od cholery. Ale tam gdzie za robotę się płaci – tam leci błyskawicznie. Na agroborze, starej i nowej części mamy już piękne dachówki. W sobotę rano odrobinę zaskoczeni przez telefon rzeczoznawcy. Wpadł młody chłopak, porobił milion zdjęć wszystkiego telefonem i będzie liczyć wartości. Oby dobre, bo to kolejny krok do dostania kredytu…