Ciężkie poranki

Szczególnie kiedy cały tydzień trzeba wstawać strasznie rano. I nie mówię o zwykłym wstawaniu do pracy… Jednego dnia do laboratorium na badania, drugiego z Karmelem do weta, trzeciego pedicure Gosi, czwartego załatwianie dodatkowych formalności ze skuterem… Piątego nie pamiętam, może się udalo dospać do tej siódmej rano…

Budowa poszła szybko do przodu, bo tata zatrudnił na 2 dni chłopaków z firmy. Na tyle szybko, że na środę zamawiamy beton i kończymy te ławy. Trzeba w końcu wyjść z tej dziury w ziemi.

Mama w czwartek miała robioną kolonoskopię. Tak walczyła z lekarzem, że w piątek miała zakwasy.

A w sobotę pierwsze wyjście do ludzi na imprezę weselną Magdy i Marka. Wesele malutkie, bo nie było więcej niż pięćdziesiąt osób – ale zabawa była dobra. A dzięki byciu kierowcą dzisiaj nawet nie zdychałem.