Prąd z natury

Trochę nam to zajęło, roboty i czekania, ale jest. Od teraz nie tylko zużywamy prąd, ale też go produkujemy. Czekamy tylko, aż słońce nam zarobi na flaszkę, żeby to opić.

We wtorek załatwiliśmy badania wymagane do uzyskania profilu na kierowcę i pociągnięcia dalej prawa jazdy na motor. Teraz tylko musimy się dostać do Wydziału Komunikacji – co nie bedzie proste bo z samego rana straszne kolejki, a Gosia nie moze się wyrwać z pracy, bo jedyna koleżanka z działu poszła na urlop.

Mama się ostatnio coś źle czuła i po badaniach wyszła anemia. Teraz wcina tylko wątróbkę i zdrowe jogurty próbując trochę poprawić wyniki. Niestety niezbyt pomaga konieczność zajmowania się psem – urwisem strasznym, ale slicznym. Ale powolutku, z częstymi odpoczynkami jakoś daje radę.

W sobotę odwiedzili nas Filip z Magdą. Odwieźć materac i gry które im pożyczyliśmy, zostawić klucze od mieszkania i zupełnie przy okazji pograć w turnieju siatki plażowej. Trochę wcześniej na sobotę wieczór dodatkowo zaprosił nas Kuba, więc we czwórkę się wybraliśmy, zjedlismy i poganialiśmy lisa naokoło ogniska prawie. Ot, normalka na wsi. Jak nie bąki, to lisy.

A piesio nam rośnie w oczach. Oswaja się z Leonem, z kotami. Gdyby tak jeszcze oswoił się z przedmiotami, a nie gryzł wszystko jak popadnie.