Wygląda na to, że przez dobrych parę miesięcy to wirus będzie nam organizował życie. No bo o czym tu pisać, skoro wszędzie każą zostawać w domu, nie spotykać się z ludźmi, coraz gorsze wiadomości przychodzą ze świata… No i siedzimy.
Wirus opóźnia też nasze plany, chcieliśmy robić podejście do następnego transferu w tym miesiącu, ale Gosia po telefonie do kliniki dowiedziała się, że jednak lepiej będzie przeczekać i poczekać. Oby tylko w następnym miesiącu się udało.
Korzystając z braku planów weekendowych trochę się wzięliśmy za robotę w domu. W końcu uprzątneliśmy garaż z mebli wujkowych. Część znalazła nowe miejsce w domu na górze, część tylko przeniesiona do Przypiecka. Tata się zabrał i zabudował wnękę pomiędzy klatką schodową i kominem, tak że Gosia zyskała kolejne półki do trzymania rzeczy.
Na wsi nam się pojawiły nowe kable na słupach, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że pojawi się w domu światłowód. Oby tylko nie skończyło się na słupach i oby tylko jakiś operator chciał do nas puścić sygnał…