Tydzień pod znakiem korony. Znaczy koronawirusa który się rozprzestrzenia po świecie w tempie dość szybkim mając status PANDEMII. Nawet w Polsce 10 lat za murzynami, ale już się pojawił.
Na szczęście jeszcze nie w Gdańsku, a tam właśnie zaraz po pracy w piątek się udaliśmy. Większą część weekendu spędzilismy w towarzystkie Wioli i Piotrka, towarzyszyli nam i oprowadzali po okolicach Gdańska, plażach, restauracjach i Experymentach. Spaliśmy u nich tylko pierwszego wieczora, bo w planach mieli wyjazd do Barcelony, ale ze względu na zawirusowanie (i potwierdzoną już ciążę Wioli) zrezygnowali. A my z hotelu zarezerwowanego nad rzeką zrezygnować już nie mogliśmy.
Gosia zadowolona, bo pełny plan wycieczki został spelniony. Dobry widok z hotelu (co prawda nie na morze, ale jednak), spacer na plaży (i to z bonusowym i zakończonym sukcesem szukaniem bursztynów) oraz kolację w restauracji z widokiem na morze. Niestety, jak zwykle skończyło się za szybko i to mimo powrotu dopiero w poniedziałek…
