Niby nieurodzinowo, ale jednak

I znowu wpis z 2 tygodni – oby tylko nie weszło to w nawyk… Tym razem brak wpisu ze wględu na chorobę, cały poprzedni weekend spędziłem zdychając na grypę żołądkową, dopadło mnie w czwartek tak mocno, że piątek przeleżalem w łóżku… Sobota trochę lepiej, ale na tyle źle, że na 80-te urodziny babci Gosi, wybrać się nie mogłem.

Sprawy rodzinne się przeciągają, na kolejną próbę transferu musimy po poczekać do przyszłego miesiąca. Probówaliśmy w tym miesiącu naturalnie, ale akurat Gosi nie wyszła owulacja – więc od następnego miesiąca będziemy się wspomagali. I próbowali do skutku.

Zabraliśmy się w końcu na porządkowanie garażu z ruchomości wujkowych. Część szaf z sukcesami poszła do salonu na górze, jedna z mniejszymi prawie zmieściła się w “gościnnym”, który od teraz będzie już chyba garderobą. Skuter odpalił raz, ale chyba najpierw niestety musi iść do mechanika zanim zacznie gdziekolwiek jeździć.

Dostaliśmy też nową decyzję podatkową. Mocno zastanawiająca i zaskakującą i dziesięciokrotnie wyższą od zeszłorocznej. Urząd sobie zaktualizował dane i się okazalo, że większa część budynków jest niemieszkalna i niegospodarcza i droga… Musimy się zastanowić jak je poprzekształcać, bo półtora tysiąca rocznie to stanowczo zbyt duzo.

Gosia zamiast imprezy urodzinowej zażyczyła sobie wyjazd nad morze. Ale z racji okrągłych urodzin coś się musiało odbyć, więc w niedzielę zebraliśmy się w niewielkim gronie rodziców, Miłoszów i Martny z Karolem na obiad. Przyjemnie było :)