London Eye

Tak tak, przyznaję się, że zapomniałem o wujkowaniu. Chociaż jestem pierwszy raz wujkiem to jakoś nie zmieniło mnie to bardzo ;). O załatwianiu NINu miłosiernie przemilczę, bo znowu się okaże że kabluję…

Znowu na własnych śmieciach, ale jak dla mnie to duży plus. Mieszkanko malutkie, ale “własne” i wszystko nasze.

W pracy w porządku, dostałem swój drugi pasek wypłaty – bo tutaj oprócz przelewu dają jeszcze paski (ich dokładnego przeznaczenia jeszcze nie pojąłem ;)). Oprócz tego planujemy świąteczne spotkanie integracyjne, paintball, kręgle, gokarty, albo coś jeszcze – na razie tylko plany.

Weekend minął mniej leniwie niż zwykle, sobotę zaczęliśmy od krótkiem trzykilometrowej przebieżki, albowiem powróciliśmy do zwyczaju biegania. Na razie na dystanse krótsze, ale mam nadzieję, że w niedługim czasie się to zmieni. Po bieganiu śniadanie i długi spacer brzegiem Tamizy, później powrót przez Richmond i dalej na piechotę. Strzelam, że zrobiliśmy dobre 8 kilometrów piechotą.

W niedzielę natomiast uznaliśmy, że w końcu trzeba odwiedzić przynajmniej niektóre z obowiązkowych atrakcji Londyńskich i za niebagatelne pieniądze przejechaliśmy się na London Eye (widoki naprawdę wspaniałe) i pochodziliśmy po Londyńskim Akwarium (Gosi najbardziej podobały się rekiny).

londoneye11136577_917966101588192_869035994_o11065736_917983194919816_650936870_o


 

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *