Rozbolał mnie ząb. Pierwszy w życiu. Aż do dentysty poszedłem, żeby sprawdzić czy wszystko ok. I mimo patrzenia i zdjęciowania wychodzi, że ząb idealny (jak wszystkie zresztą). Ale boli. Ma przestać.
Gosia się upiększała, we wtorej fryzjer, we czwartek paznokcie. Laseczka jak się patrzy.
Wczoraj się zebrała prawie cała familia Dąbrowskich z emigracyji różnych, to i my się zebraliśmy na wieczór żeby pogadać, pośmiać si ę i poobgadywać. Emigracyjnie się nie tylko mieszają, bo jedno się rozwodzi, drugie się w czerwcu żeni. Weź i spamiętaj. Ale chyba życzyć szczęścia można obydwu.
Zimy nie ma, a jak coś z nieba pada – to deszcz. Temperatury takie nijakie, na tyle że kwiatki w ogrodzie zakwitają i wychodzą. Ale przynajmniej porobić na dworze coś można. I sukcesy nawet są – bramofon nam działa! I lampa przy bramie. I może sama brama zadziała przed zimą… Ale by było.
Dzisiaj przed południem wybraliśmy się do Ełku, żeby porobić trochę rzeczy w mieszkaniu. Udało się powiesić 3 z 4 lamp, zmontować 4 z 4 krzeseł, zamontować baterie na umywalkach (ale bez odpływów), sofę zamówić, parę rzeczy popsuć. Ogólnie bilans jest pozytywny i jest szansa, że na wiosnę spróbujemy pierwszy raz wynająć.
