Gosia się naobiecywała Monice, że w tym roku przyjedziemy do Ostrowi specjalnie do nich, a nie tylko przejazdem. No i jak się nalało, to trzeba wypić. Zajęło to prawie cały rok, ale z obietnicy się wywiązaliśmy.
A oprócz Moniki udało się też zahaczyć babcię na imieniny, a także Marka na kawkę i pogadanki. Wieczór przy górach jedzenia naszykowanych przez Monikę, alkoholu i Decrypto (wszystkim się podoba!).
W zasadzie nawet dobrze się złożyło, że do Ostrowi pojechaliśmy bo przy okazji zrobiliśmy szybki kurs do Warszawy. Ani w Ełku, ani w Białym Gosi nie chcieli zrobić dwóch pozostałych badań potrzebnych do zebrania kompletu. Ale to też już załatwione i jesteśmy już kolejny krok bliżej.
Szkoda tylko, że wypadł nam calutki weekend z roboty w domu…