Czerwona strzała

Nareszcie! W sobotę przyjechał do nas samochód. Śliczna czerwona Kia. I mruczy :). Pojeździliśmy od razu i się nacieszyliśmy i wszyscy uznaliśmy, że jednak warto było czekać. Tylko niestety teraz trzeba płacić. No – ale cóż.

Cały tydzień zostawała u nas Ola, ale jakoś problemów nie było. Leon się całkiem sprawował, czasem nas tylko w nocy obudził (ale na krótko), a z samą Olą widywaliśmy się w zasadzie przy śniadaniu, bo wieczorem zanim wracaliśmy z pracy to oni już spali.

W piątek mieliśmy jechać do Gdańska do Wiolki, niestety w środę rozłożyłem się strasznie tak, że przeleżałem dwa dni w łóżku. I szlag trafił wyjazd, bo jeszcze w sobotę czułem bolące gardło. Nawet przez chwilę myślałem, że to angina, ale mnie doktor z błędu wyprowadził i antybiotyku nie dał.

A Gdańsk miał być między innymi z powodu zorganizowanego turnieju brydżowego w którym brali udział Gąszczaki (Michał z Kubą), Krzysiek Gałązka, Zawisze, Gładysie i Mazurkiewicze. Na szczęście, oni sobie w klubowym, a my sobie z Gosią w salonie w domu. I nie przeszkadzaliśmy sobie wzajemnie.