Mulatka

Tydzień minął szybko i w zasadzie z 3 wartymi wspomnienia wydarzeniami.

Po pierwsze, w mieszkaniu mamy już drzwi i pierwsze sprzęty – lodówka, piekarnik i mikrofalówka. Niestety łazienka dalej niedokończona i dalej czekamy na wyniki reklamacji stelaża pisuaru.

Po drugie, tytułowa Mulatka. Razem z Gosią kupiliśmy karnety i od czwartku co wieczór chodziliśmy się pośmiać. W sobotę dołączyli do nas tata z Damianem na ostatni finałowy koncert. Świetny ale tak długi, że końcowy występ Łowców.B oznaczał masową ucieczkę prawie całego amfiteatru – późno, zimno, no i niestety poziom trochę im się obniżył.

Po trzecie – matka wróciła. Tym razem samolot tylko się opóźnił, ale się udało. W sobotę wieczorem doleciała do Warszawy, a tata przywiózł ją wczesnym wieczorem w niedzielę do Lisek. I już się przygląda domowi, kwiatkom i wynajduje rzeczy do roboty na najbliższe 3 lata. I chyba więcej nie będzie nigdzie jeździć.