Tak fajnie się na wizualizacji ogląda duże płytki. Tak prosto się czyta ich wymiary na kartce. A tak ciężko cholera się je wnosi na trzecie piętro. Bez windy. Sami z Gosią się byśmy chyba zajechali, lub wrócili z częścią materiału z powrotem do domu… ale na szczęście pomogła mama (ojciec urlopował się na żaglach) i rodzice Gosi z Damianem. Jakoś wspólnymi siłami daliśmy radę :)
To było w sobotę. Oprócz płytek pojechaliśmy jeszcze do Orzysza obejrzeć kamienie na ewentualne blaty do łazienki. Nie wiemy jeszcze jakie dokładne, ale właściciele zaprezentowali nam ogromną ilość wyborów i pewnie coś weźmiemy.
A oprócz soboty? Jedynym chyba wartym wspomnienia wydarzeniem było odrzucenie przez Gosię oferty pracy w Urzędzie Gminy. Stanowisko nie to, wypłata też słaba. I się chyba zadomowiła Gosia w Fantexsie i tam też przynajmniej na razie zostanie.