W Warszawie w tym tygodniu byliśmy nawet dwa razy. Raz we wtorek na badania – w zasadzie ok, ale jakiegoś polipa USG wykryło na woreczku żółciowym – do obserwacji. Oprócz tego zajechaliśmy do Przemków którzy nas nakarmili i Miłosza z Olą, żeby ich zobaczyć jeszcze przed porodem. W trakcie jazdy odezwali się Jason z Chantelle i okazało się, że w w sobotę będą w Warszawie na parę dni. Po szybkich konsultacjach rodzinnych bliższych i dalszych decyzja została podjęta i w sobotę znowu byliśmy w stolicy. Razem z naszymi Angolami oraz Filipem z Magdą wjechaliśmy na Pałac Kultury i Nauki, połaziliśmy po starym mieście i popiliśmy w barach. Fajnie było się z nimi spotkać.
W piątek natomiast udało się Gosi wydębić montaż parapetów w mieszkaniu. Przyjechało dwóch miłych Panów i już mamy zamontowane śliczne brązowo-granitowe parapeciki. Można by robić imprezę, ale chyba jednak się wstrzymamy jeszcze troszkę.
Gosia w ciągu tygodnia została mocno zaskoczona telefonem od wójtowej. Okazało się, że zwalnia się pozycja w urzędzie gminy w Juchach i zgodnie z ustaleniami zaproponowała pozycję Gosi. No i zrobiła zagwozdkę – Fantex z fajnymi ludźmi i zadowalającą wypłatą, czy urząd w pewnym zatrudnieniem i bliskością? Trudna decyzja.