Praca, praca…

W dzień praca, wieczorem praca, w weekendy praca… dostałem pierwszy projekt dodatkowy z Toptala. I teraz niestety parę tygodni będę się musiał przemęczyć dostarczając dodatkowe 20 godzin tygodniowo. Dobrze, że przynajmniej kasiorka całkiem niezła z tego będzie (choć mogłaby lepsza).

Zapisałem Gosię z tatą na Runmageddon. Sześć kilometrów i trzydzieści przeszkód. Samemu mimo chęci niestety nie uda mi się pobiec, bo na 2 tygodnie wcześniej jestem umówiony na wycięcie narośli z kolana.

Wiosna już w pełni, w dzień cieplutko, nocami tylko trochę chłodno. Ale korzystając z ciepłości w sobotę rozpaliliśmy ognisko. Gosia już od czwartku marzyła o kiełbasie z grilla, więc skończyliśmy i z kaszanką i chlebem z serem i ciastami. Się nażerliśmy wszyscy jak świnie. A trochę nas było, bo dotarła Pani Ela, i mama Gosi, a na sam koniec wszystkich nas zaskoczyli Lewiccy. Paliliśmy wszystko co pod ręką, a przede wszystkim gałęzie prosto z drzew. Ale tyle ich, że aż tata się zastanawia nad kupnem maszyny rozdrabniającej.

W sobotę rano wybraliśmy się do Ełku. Plan ambitny na załatwienie projektu łazienek w mieszkaniu ełckim, ale niestety się okazało, że umawiać się trzeba z wyprzedzeniem. No to się tylko umówiliśmy… A później ze dwie godziny naczekałem na Gosię, bo tym razem u fryzjera się kolorowała.