
Muszę się znowu przyzwyczaić do pisania z polskimi znakami – już nie ma pretekstu nie posiadania polskiej klawiatury… No jakoś to będzie.
A wiec święta. Ogromne ilości jedzenia, lenienia się i grania w planszówki. Tego ostatniego chyba najwięcej, bo oprócz standardowego zestawu już posiadanych Miłosz z Olą zakupili wszystkim również Imperium Atakuje – takie śmiesznie niby RPG, niby figurkowca. Wszyscy na Imperiala (czyli mnie). I rżnęliśmy w to równo cały tydzień… ja sromotnie przegrywając pierwsze trzy misje i pokonując parszywych Rebeliantów podczas rundy czwartej!
W wigilię po kolacji poszliśmy do Olafów (pierwsi, żeby oni nie zdążyli do nas przyjść) i graliśmy w Tajniaków obrazkowych. Pierwszy dzień Świąt minął nam najpierw na spacerku zimowym z tatą, a później na tradycyjnej już dla mnie świątecznej wizycie u teściów – podczas której jak zwykle wypiłem za dużo bimbru. Kolejne dni to tylko więcej spotkań ze znajomymi i więcej gier. Jednego wieczoru Mateusz z Pauliną i rundki w Quiza, kolejnego Kuba z Patrycją i Alą i kolejne rundki w Podaj Dalej i Tajniaków.
W sobotę mierzyliśmy góry ubrań razem z Miłoszem które najczęściej okazywały się za duże na mnie i za małe na niego. Ładny brzuszek mu się wyhodowało – chyba fotele za wygodne. No i planowaliśmy Sylwestra. Jako, że ten Liskowy jakoś miał nie dojść do skutku nagle okazało się, że wszyscy jadą do Warszawy. Łącznie z Kubą i Patrycją którzy też szukali dojazdu było nas tak dużo, że w dwóch samochodach byśmy się nie pomieścili. A głupio wracać już tylko w cztery osoby i na dwa samochody… Zrealizowany plan wyglądał następująco: Ja z Miłoszem i Olą w niedzielę jadę do Ostrowi, gdzie zostaję na partyjki Magica u Marka. W poniedziałek rano dojeżdżam pociągiem do Warszawy i spędzam dzień w mieszkaniu u Miłosza pracując. Rodzice, Kuba i Gosia jadą w poniedziałek, zostawiając Gosię u Filipa w Borowej Górze po drodze. Kuba z Patrycją wieczorem dojeżdżają do Miłosza i w piątkę jedziemy na imprezę. Plan połowicznie już wypełniony, albowiem ja już w Ostrowi i po grach. Niestety pobudka o 6, więc odmeldowuję się i widzimy się w przyszłym roku.