30 kilometrow

U mnie w pracy spokoj. U Gosi troche mniejszy bo u szefow remont w pelni. Na tyle przeszkadzajacy, ze z dzieciakiem do nas do mieszkania na przedpoludnia sie zjawiala. A potem czekanie do weekendu.
W piatek wieczorem zjawily sie u nas Dominika i przyjaciolka Patrycja. Pierwszy raz w Londynie, wiec wiadome bylo co obejrzymy. Ale tez i pierwszy raz goscie przyjechali tak przygotowani – Domi miala pelna mape punktow ktore chce odwiedzic. Szkoda tylko, ze bylo ich tyle, ze w ciagu dwoch dni zrobilismy 30 kilometrow na nogach. Ale obejrzelismy chyba wszystko (z dodatkami)
Jak im powiedzialem, fajnie tak chodzic z kims kto interesuje sie architektura, bo nie trzeba nigdzie wchodzic – wystarczy obejrzec z zewnatrz. Niestety na zewnatrz nie moglismy spedzic zbyt duzo czasu, bo cala sobote mzalo, a cale przedpoludnie niedzielne lalo. Ale od czego sa muzea?
Teraz dziewczynom zostalo tylko nadprogramowe Greenwich i programowe Notting Hill do obejrzenia jutro – juz z sama Gosia jako przewodnikiem.
A wieczory spedzamy grajac w nowy prezent – obrazkowych Tajniakow. Ale nam przypasowaly! No i troche eksplodujacych kotkow i sporo alkoholu