Pierwszy tydzien w nowym mieszkaniu. Juz nie zyjemy na kartonach, wiele rzeczy zostalo rozpakowany i poprzekladanych z miejsca w miejsce tak, ze wzgledny porzadek juz panuje. Teraz zostalo to najgorsze dorozpakowanie. Jakos mam takie dziwne przeczucie, ze nie zostanie dokonczone w ciagu tego ostatniego pol roku…
Tydzien ogolnie minal spokojnie. Gosia kazdego dnia robila godzine spaceru do pracy, a pozniej 6 kilometrowy bieg do domu. Nie wiem czy sie nie przemecza za bardzo, ale juz za tydzien jedziemy do Poski – to tam sobie odpocznie.
W srode pierwszy raz pojechalem w druga strone na siatke. Ciezko, bo nie dosc ze dluga trasa rowerowa, to 2 godziny siatkowi i powrot. Ale jakos wyszlo. Szkoda tylko, ze w te sama srode okazalo sie, ze skradziono dane mojej karty, zauwazylem jakies podejrzane transakcje na koncie. Karte zablokowalem blyskawicznie, bank odda kase, wiec na szczescie oprocz zamieszania z wymiana kart we wszystkich miejscach wiekszych strat juz nie ma.
W sobote kolejny wieczor planszowkow. Mialo byc u nas, ale w sobote dalej bylismy jeszcze bez stolu, wiec Michael z Ellen zaoferowali sie z organizacja. Brak wiekszych sukcesow Szewczykow niestety, za mala wiedza, za malo szczescia w rzutach koscmi, a w Carcassonne po prostu pare osob bylo lepszych. 
Dzisiaj rano do kosciola, a pozniej “szybka” wyprawa do Ikei. I juz mamy stolik, mamy tez pare dodatkowych pudel, szafeczek i tak dalej. Na szczescie majatek nie poszedl.
Dla upamietnienia – ostatni (chyba :)) londynski adres to: 2A Alexandra Road, Richmond, TW9 2BS