Mialo byc ostatnie

To mialo byc nasze ostatnie mieszkanie… a tutaj niestety, we wtorek nas wspollokatorzy zastrzelili wiadomoscia, ze oni to by sie chcieli przeprowadzic do wujkowego mieszkania gdzies pod Londynem… No i od wtorku caly tydzien spedzony na blyskawicznym organizowaniu ogladan i przeszukiwaniu internetu. Nawet z sukcesami, bo wczoraj obejrzelismy dwa nad ktorymi teraz debatujemy. Jedno takie smieszne w Richmond (Kew), a drugie ogromne w Teddington. Bedziemy placili wiecej niz teraz, ale bardzo podobnie do naszego pierwszego studia w Petersham. To chyba zasluga delikatnego zalamania rynku mieszkaniowego w Londynie – chociaz nie w kazdej dzielnicy, bo Wandsworth podrozalo strasznie i mimo checi, nie damy rady znalezc chyba tu niczego. Oby tylko jeszcze wszystko poszlo dobrze z rozwiazaniem obecnej umowy…
A wracajac do niemieszkaniowych wiadomosci to najwazniejsza tez wydarzyla sie we wtorek. Bo wlasnie wtedy urodzila sie mala Roza – u Martyny i Karola. I teraz Gosia juz mocno czuje presje.
Niestety, gdzie sie cos rodzi to i cos umiera – w czwartek mama nas zawiadomila o smierci ksiedza Edmunda. Bardzo szybko w ostatnich dniach mu sie pogorszylo – zdiagnozowali u niego zaawansowanego raka. No i niestety…
No i wracajac do przyjemniejszych rzeczy, w poniedzialek chociaz Bank Holiday to razem z Gosia pracowalismy. U szefow. Przy grillu. Calkiem przyjemnie nawet i cos Gosia zarobila – a przyda sie, oj przyda…
A dzisiaj idziemy na jeszcze jedno ogladanie mieszkania, a pozniej do Gosiowego brata Roberta. Zjechal do Londynu do pracy, ale na jakims strasznym zadupiu mieszka i chyba godzine trzeba tam jechac. No, ale wez i nie pojedz to glupio. Pojdziemy na jakas kolacje, jakies piwko i ploteczki.