Pechowy Kuba

Wpis sponsoruje wtorek, bo cale dnie i wieczory spedzamy z goscmi zwiedzajac Londyn i grajac w planszowki. Teraz goscie sie zmyli sami poogladac wiec korzystajac z okazji nadrobimy zaleglosci.
We wtorek korzystajac z zakupionych kilka tygodni wczesniej tanich biletow poszlismy do kina w Richmond na Ready Player One. Ani kino, ani film jakos bardzo mnie nie zachwycily. Ekran taki, ze chyba w domu moznabylo by lepszy zrobic, a film sie nawet do ksiazki nie umywa.
Reszta tygodnia pracujaca i to rowniez dla Gosi. Sie troche balismy, ze tyle wolnego spowoduje, ze bedzie miala jakies godziny do odrobienia w maju, ale nawet udalo sie jej wypracowac zysk. Super, bo z powodu raty za mieszkanie wypsztykalismy sie z kasy calkowicie i teraz musimy jakos przezyc miesiac… Ale 70% mieszkania juz nasze!
W piatek zjaiwl sie Kuba z Patrycja. Deja vu – dziewczyna sie rozlozyla i w sobote zwiedzialismy Londyn sami. Wimbledon i muzeum tenisowe. Bardzo ciekawe zreszta. Wrocilismy na spokojnie i zaczelismy grac w planszowki, ale kiedy kolo polnocy Patrycja az plakala z bolu, niezwlekajac pojechalismy do szpitala. Wyjazd niezapomniany. Na szczescie nic powaznego, dostala zastrzyk, powiedzieli ze to jakis wirus ja meczy i chyba rzeczywiscie byl wirus, bo juz w niedziele czula sie na tyle dobrze, zeby wyjsc z nami na miasto. A mogla zostac w domu, bo przemarzlismy strasznie… Koncowka kwietnia, a na dworze osiem stopni i wietrzysko. Przeszlismy tylko London Eye, Buckingham, a pozniej wsiedlismy w autobus i pojechalismy do cieplego Harrodsa. I to byl blad. Gosia natychmiast znalazla pelno sukienek, ciekawe czy nie bedzie chciala tam wrocic. Bardzo jakos sie bronic chyba tez nie bede, bo chetnie obejrzalbym te wnetrza jeszcze raz, naprawde swietnie to wyglada. Te sukienki mnie troche przerazaja, bo zadna nie miala metki z cena… No i ludzi strasznie duzo.

Wieczorem Kuba z Patrycja poszli do Sky garden (ot ogrodek na trzydziestym ktoryms pietrze), a my zeby nie byc gorszymi poszlismy do Sharda na drinka. Kolejny blad. 2 giny z tonikiem kosztowaly nas ponad 30 funtow. 30 pietro, 30 funtow – no logiczne przeciez.
A dzisiaj, ja zdalnie popracowalem polowe dnia, goscie wlasnie wracaja ze spaceru po Londynie (bo pogoda w koncu lepsza), my juz prawie spakowani. Pewnie za jakas godzinke bedziemy sie zbierac do wyjazdu. A co dalej, to juz w przyszlotygodniowym wpisie.