Ostatni rok w Londynie

Swieta zakonczylismy kinowo, na ostatnim seansie 4DX Jumanji. Film sredni, ale z efektami ogladalo sie go bardzo przyjemnie. Tydzien w pracy rozpoczelismy rowniez kinowo, bo wybralismy sie na The Greatest Showman. Przyjemny musical. No i konczac juz watek kinowy, to zlozylismy rezygnacje z Unlimited. Przyjemnie bylo przez ten rok pochodzic do kina, ale wspolnie uznalismy, ze coraz czesciej nie chce nam sie isc i idziemy z “musu”. No to sobie odpuszczamy.
W czwartek korzystajac z ostatnich dni wolnego urzadzilismy sobie randke przy swiecach. Gosia w krotkiej sukience, wysokich szpilach i do tego pyszne jedzonko. A ja przynioslem kwiatka ;)
W niedziele Sylwester. Nudny jak flaki z olejem, bo w towarzystwie głównie rodziny Kate. Przesiedzielismy do 23 w ogrodzie zimowym, a reszta na sofach przy sciszonej muzyce… paranoja. Pozniej weszlismy na dach i tez sie troche rozczarowalismy, bo najblizsze duze fajerwerki byly w centrum. Fajnie widoczne, ale spodziewalismy sie widoku na wieksza skale… A jak wrocilismy do domu, to impreza juz sie sprzatala i kiedy wiekszosc gosci poszla to muzyka dalej nie zostala wlaczona. Dobrze chociaz, ze kupilismy Guitar Hero, wiec mielismy z Gosia co robic – bo gramy w nie bardzo namietnie. Chyba musze zaczac powoli dozowac, zeby sie nam zbyt szybko nie znudzilo.
A dzisiaj pierwszy stycznia – to oznacza, ze zaczal sie nasz ostatni rok w Londynie. Troszke szkoda nam na pewno bedzie, ale tez i troche teskno do kraju, rodzinki i przyjaciol.